Mała Zuzia mieszkała w domku z zielonym dachem, tuż przy lesie, gdzie drzewa opowiadały bajki, a powietrze pachniało porankiem. Każdego wieczoru, tuż po kolacji, dziewczynka kładła się na swoim żółtym kocyku w ogrodzie i patrzyła w niebo.
Uwielbiała obserwować chmurki. Wyglądały jak puszyste zwierzątka, słodkie ciasteczka albo mięciutkie poduszki.
– Ta wygląda jak króliczek… – szeptała.
– A ta jak lody waniliowe z bitą śmietaną!
Mama zawsze uśmiechała się zza okna i machała do niej dłonią: – Czas do łóżka, Zuziu. Już ciemnieje!
Ale tego wieczoru wydarzyło się coś niezwykłego.
Jedna z chmurek oderwała się od nieba. Zaczęła lecieć niżej i niżej… aż dotknęła końcówkami swojej puszystej sukienki trawy w ogrodzie.
– Ojej… – szepnęła Zuzia, podnosząc się z kocyka. – Ty jesteś… prawdziwa?
– Cześć! – powiedziała chmurka, delikatnym, chmurkowym głosem. – Jestem Pufka. Szukam przyjaciela do wieczornego bujania po niebie.
Zuzia aż podskoczyła z radości. – A ja szukam przytulanki, która pomoże mi spokojnie zasnąć!
I tak się zaczęła ich wspólna przygoda.
Pufka zaprosiła Zuzię na swój grzbiet. Była cieplutka, miękka jak wata cukrowa i pachniała jak świeżo wyprany kocyk. Uniosły się nad domem, nad lasem, aż po same gwiazdy. Przeleciały obok Księżyca, który ukłonił się z uśmiechem.
– Miłej nocy, Zuzinko. Pufka to wspaniała chmurka – powiedział Księżyc, mrugając do niej okiem.
Na niebie czekało jeszcze wiele cudów, których nie sposób było zobaczyć z ziemi.
Na samym środku nieba siedziała gwiazda. Nie była zwykła — miała srebrne włosy zaplecione w warkocze i delikatne dłonie, którymi grała na harfie utkanej z promieni słonecznych, które zostały po ostatnim zachodzie słońca. Jej melodia była cicha jak szept, a jednak czuło się ją w sercu. Każde uderzenie struny brzmiało jak „śnij, śnij, śnij…”, i nawet wiewiórki w koronach drzew przymykały oczy, słysząc tę pieśń.
Nieco dalej, na księżycowej huśtawce, leżał Wróbelek Senny. Był maleńki, z piórkami tak puchatymi, że wyglądały jak mgiełka. Leżał na grzbiecie, kiwając się delikatnie, w rytmie wiatru, który pachniał wanilią i snem. Ziewał co chwilę, a każde jego ziewnięcie rozsypywało w powietrzu złote drobinki senności, które opadały na domki dzieci i delikatnie przykrywały je spokojem.
W rogu nocnego nieba spał Smok Drzemko. Był ogromny, ale łagodny. Jego łuski połyskiwały błękitem i fioletem, a głowa spoczywała na chmurze, którą sam sobie zwinął w poduszkę. Chrapał tak cichutko, że brzmiało to jak kołysanka — rytmiczne: „hmmm… hmmm…”, z nutką bąbelków i oddechem, który poruszał gwiazdy jak listki na wietrze.
Zuzia patrzyła na to wszystko szeroko otwartymi oczkami i czuła, jak powieki stają się coraz cięższe. Bo niebo znało najlepsze sposoby, by utulić każde dziecko do snu. Dziewczynka rozsiadła się wygodnie na Pufce i westchnęła: – Tak tu cicho i spokojnie… Czuję się bezpiecznie.
Pufka otuliła ją swoim puszystym brzuszkiem i zniżyła lot, aż znowu znalazły się nad domem z zielonym dachem.
– Czas wracać, Zuziu. Sen już czeka na ciebie w twoim łóżeczku – szepnęła chmurka.
Dziewczynka ziewnęła szeroko i przetarła oczka.
– Czy jutro też przylecisz?
– Jeśli spojrzysz w niebo i pomyślisz o mnie ciepło… zawsze znajdziesz mnie wśród chmur – uśmiechnęła się Pufka i… zniknęła w księżycowym świetle.
Zuzia zasnęła z uśmiechem, wtulona w swoją poduszkę. A rano, gdy wstała i wybiegła do ogrodu, na niebie unosiła się jedna, maleńka chmurka. I wyglądała dokładnie jak uśmiechnięta Pufka.

Bajeczka bardzo podobała się mojemu synkowi.
Bardzo się cieszymy! 😊❤️
: ) super słodka bajeczka , spanko, nocowanko na chmurce , w dziecięcym śnie się spełni.