Bajka dla dzieci w wieku 5-7 lat, które czują, że nie pasują do grupy albo że robią coś „nie tak jak wszyscy”. Pomaga nazwać to uczucie i pokazuje, jak powiedzieć o sobie jedno krótkie zdanie na głos.
Na skraju wsi stała stara stodoła. Pachniała sianem i ciepłym kurzem. Kiedy słońce wchodziło wysoko, blacha na dachu robiła się gorąca jak świeży chleb.
Mieszkała tam biała kotka o imieniu Perła. Miała jedną szarą łatkę na łapce i bardzo długie wąsy.
Perła lubiła zapach siana. Lubiła też leżeć na dachu w samo południe, aż futro robiło jej się ciepłe od spodu. A najbardziej lubiła patrzeć, jak kurz kręci się powoli w smudze światła, która wpadała przez szparę w deskach.
Perła najbardziej ze wszystkich miejsc lubiła najwyższą belkę pod dachem. Wchodziła tam po drabinie, po workach i po starym siodle. Tup, tup, szur — i już była na górze.
Z belki widać było wszystko. Całe podwórko, drogę, sad i kawałek nieba.
Pewnego popołudnia Perła siedziała na swojej belce i patrzyła w stronę sadu. Chmury zrobiły się tam ciemne i ciężkie jak mokre koce.
— Miau! — zawołała w dół. — Miau, miau, miau!
Koty w stodole podniosły głowy. Gospodarz też podniósł głowę. Zdążył wciągnąć siano pod dach, zanim spadła pierwsza kropla.
Potem deszcz stukał o blachę: tuk, tuk, tuk. A Perła leżała na ciepłym drewnie i słuchała. Robiło jej się od tego dobrze gdzieś w środku.
W stodole mieszkały jeszcze trzy koty: Smoluch, Kluska i mały Bąbel. Wszystkie trzy robiły to samo. Polowały na myszy.
W sobotę wieczorem, przy misce mleka, liczyły, ile kto złapał.
— Ja mam cztery — mówił Smoluch.
— A ja pięć — mówił Kluska.
— A ja jedną — mówił Bąbel. — Ale bardzo szybką.
Perła nie mówiła nic. Perła nie złapała jeszcze nigdy żadnej myszy. Nie chciała.
— A ty? — zapytał Kluska i oblizał wąsy. — Kotka, która nie łapie myszy, to chyba jakaś popsuta kotka.
Perła poczuła to od razu. W piersi zrobiło się ciasno. Zupełnie tak, jakby ktoś włożył na nią cudze futro, o dwa numery za małe. Ciasne, gorące i swędzące pod szyją.
„Może naprawdę jestem popsuta” — pomyślała.
Następnego dnia Perła postanowiła być taka jak inni.
Zeszła z belki na klepisko. Położyła się płasko, jak Smoluch. Podkuliła łapy, jak Kluska. I zaczęła skradać się przez siano.
Siano łaskotało ją w nos.
— A… a… a-psik!
Mysz spojrzała na nią przez chwilę i spokojnie poszła dalej.
Perła spróbowała jeszcze raz. Wsunęła się za wiadro. Ogon jej wystawał, więc go podwinęła. Podwinęła trochę za mocno…
BRZDĘK! CHLUP!
Woda rozlała się po całym klepisku. Perła siedziała w kałuży, mokra od wąsów po ogon, z jednym źdźbłem siana na głowie.
Kluska parsknął. Smoluch odwrócił się do ściany.
Cudze futro ścisnęło jeszcze mocniej. Perła schowała się za snopem siana i długo stamtąd nie wychodziła. Wreszcie wróciła do domu gospodarza.
Za piecem, w koszu wyścielonym starym swetrem, spał kocur Barnaba. Był siwy i miał wystrzępione ucho. Mieszkał w tej stodole dłużej niż wszyscy.
Otworzył jedno oko.
— Chodź tutaj — powiedział. — Tu jest cieplej.
Perła podeszła. Sweter pachniał kurzem i odrobinę mlekiem. Usiadła na brzegu kosza i nic nie powiedziała.
— Widzę, że jest ci ciasno — powiedział Barnaba.
Perła pokiwała głową.
— Mam takie futro — szepnęła. — Cudze. Ściska mnie o, tutaj. — Dotknęła łapką piersi.
— Znam je — powiedział Barnaba. — Nosiłem takie przez całą jedną zimę. Chciałem szczekać jak pies od gospodarza. Wychodziło mi coś pomiędzy kaszlem a czkawką.
— A potem? — zapytała Perła.
— A potem przestałem. I okazało się, że w tym gospodarstwie nikomu nie był potrzebny drugi pies. Potrzebny był kot, który nie śpi po nocach.
Perła zaśmiała się. Cichutko, ale jednak.
— Ale ja naprawdę nie umiem łapać myszy.
— To prawda — powiedział Barnaba. — I to nie jest to samo, co „jestem popsuta”. Powiedz mi lepiej, co ty robisz na tej swojej belce.
— Patrzę.
— Na co?
Perła zamyśliła się.
— Na chmury. Na drogę. Na dziurę w dachu, tę nad żłobem. I na lisa, który chodzi przy płocie o zmierzchu.
Barnaba usiadł prosto.
— To jest osobna robota — powiedział. — I bardzo potrzebna. Tylko nikt o niej nie wie, bo nikt jej jeszcze nie nazwał.
Popatrzył na Perłę i dodał wolniej:
— Nie jesteś zepsuta. Jesteś inna.
Perła podniosła oczy.
— Wiesz, co mi kiedyś pomogło? — zapytał Barnaba. — Powiedziałem o sobie jedno zdanie. Na głos. Krótkie, zaczynało się od słowa „ja”. Spróbujesz?
— A jak nikt nie będzie słuchał?
— To i tak usłyszy je jeden kot. Ty.
Rano Perła wspięła się na belkę. Po drabinie, po workach i po starym siodle. Ale nie po to, żeby się schować.
Drewno pod łapkami było chłodne i gładkie. Perła nabrała powietrza. Raz. I drugi raz.
Pierwsze słowo było najtrudniejsze. Jakby trzeba je było wypchnąć siłą.
— Ja… — powiedziała za cicho.
Nabrała powietrza jeszcze raz i powiedziała głośniej, tak żeby doszło aż na klepisko:
— Ja nie łapię myszy. Ja pilnuję. Nie jestem zepsuta. Jestem inna.
W stodole zrobiło się cicho. Nawet wróble pod dachem na moment przestały się kłócić.
— No dobra — mruknął Smoluch i wrócił do drzemki.
Kluska nie odpowiedział nic. Wzruszył ramionami i poszedł na klepisko.
Ale mały Bąbel podniósł głowę.
— A co się stamtąd widzi? — zapytał.
— Wejdź, to zobaczysz — powiedziała Perła.
Bąbel wdrapał się po drabinie, po workach i po starym siodle. Sapał, ale wszedł. Usiadł obok.
— Widzisz tę dziurę nad żłobem? — powiedziała Perła. — Jak leje, to lepiej tam nie siadać. A widzisz ten kurz w smudze światła? Jak zaczyna się kręcić w tamtą stronę, to znaczy, że ktoś otworzył wrota.
— A tam? — pokazał łapką Bąbel.
— A tam jest gospodarz przy wozie. Jak zdejmuje czapkę, to zaraz będzie sypał ziarno. Wtedy warto już siedzieć niżej.
Bąbel patrzył z otwartym pyszczkiem.
Cudze futro rozluźniło się. Nie spadło całkiem. Ale dało się w nim oddychać.
Od tego dnia nie zrobiło się od razu łatwo.
Kluska czasem jeszcze mówił: „łowczyni z ciebie żadna”. I wtedy w piersi znowu robiło się ciasno.
Ale teraz Perła wiedziała, co z tym zrobić. Wchodziła na swoją belkę, kładła łapy na chłodnym drewnie i mówiła — czasem głośno, a czasem tylko do siebie:
— Nie jestem zepsuta. Jestem inna.
A wieczorami przychodził Bąbel i siadał obok. Patrzyli razem na drogę, na sad i na kawałek nieba.
I tak kończy się nasza opowieść o kotce, która przestała nosić cudze futro.
Każdy czasem czuje, że nie pasuje do reszty. I każdy może nauczyć się powiedzieć o sobie jedno krótkie zdanie na głos, tak jak Perła.
Pytania do rozmowy z dzieckiem:
- Jak myślisz, co czuła Perła, kiedy siedziała mokra w kałuży, a Kluska parsknął?
- Dlaczego Perła próbowała skradać się jak Smoluch, skoro wcale nie chciała łapać myszy?
- Gdyby Perła kiedyś znowu poczuła to ciasne futro, co mogłoby jej pomóc?
- Narysuj, co Perła widzi ze swojej belki. Co takiego widać z góry, czego nie widać z dołu?
Dziecko ma prawo nie odpowiedzieć na żadne z tych pytań. Nie naciskamy – cisza też jest odpowiedzią.
Podpowiedzi dla rodziców:
Czytaj powoli i ciszej niż zwykle, robiąc pauzy tak długie, jak wypowiadana myśl. Scenę na belce warto przeczytać naprawdę wolno — zdanie „ja nie łapię myszy, ja pilnuję” jest w tej bajce najważniejsze i dziecko potrzebuje chwili, żeby je usłyszeć. Najlepiej czytać w bliskim kontakcie, przytulonym.
Ta bajka może wymagać wielu powtórzeń. Zmiana następuje często dopiero po kilkunastu lekturach tej samej historii, a brak natychmiastowej reakcji dziecka jest normą, nie porażką. Nie zmuszamy do rozmowy ani do opowiadania o sobie.
Jeśli dziecko samo powie po lekturze, w czym jest inne niż koledzy — warto to przyjąć bez poprawiania i bez pocieszania na siłę. Wystarczy powtórzyć jego własnymi słowami to, co usłyszeliśmy.

