Wiewiórka Szyszka i supeł w brzuchu — bajka o zazdrości o młodsze rodzeństwo

Bajka dla dzieci w wieku 5-7 lat, którym w domu pojawiło się młodsze rodzeństwo. Pomaga nazwać zazdrość i tęsknotę za tym, „jak było”, i uczy mówić o tym wprost, zamiast pokazywać to zachowaniem.

W starym buku, wysoko nad ziemią, była dziupla wyścielona mchem. Mieszkała w niej mała ruda wiewiórka o imieniu Szyszka.

Szyszka lubiła zapach żołędzi. Lubiła ciepły mech pod łapkami i to, jak rano światło wpadało do dziupli przez okrągłe wejście.

Najbardziej jednak lubiła wieczory. Wtedy mama czesała jej ogon łapką, powoli, od góry do dołu. Ogon robił się puszysty jak chmura. A Szyszka opowiadała, co się tego dnia wydarzyło w lesie.

— Opowiedz jeszcze raz — mówiła mama.

I Szyszka opowiadała jeszcze raz.

Szyszka umiała coś, czego nie umiała żadna inna wiewiórka w okolicy. Potrafiła skoczyć z buka prosto na sosnę. Za jednym razem, bez zatrzymywania się po drodze na leszczynie.

Gałąź uginała się pod nią i wracała, a Szyszka lądowała miękko, na cztery łapy.

— Widziałaś? — wołała wtedy do mamy.

— Widziałam — odpowiadała mama. — Ty to potrafisz skakać.

Szyszka nosiła te słowa w sobie przez cały dzień. Robiło się od nich ciepło gdzieś w środku.

Aż pewnego dnia w dziupli pojawił się Ziarnko.

Ziarnko był malutki. Miał zamknięte oczy i pachniał mlekiem. Piszczał cienko, prawie jak komar.

Od tego dnia w dziupli zrobiło się inaczej. Mama nosiła Ziarnka. Mama uciszała Ziarnka. Mama zasypiała wtedy, kiedy zasypiał Ziarnko.

Wieczorem Szyszka przyszła i położyła ogon na kolanach mamy.

— Za chwilkę — szepnęła mama. — Tylko go uśpię.

I usnęła razem z nim.

Wtedy właśnie Szyszka poczuła to po raz pierwszy. W brzuchu zawiązał jej się supeł. Ciasny i twardy, dokładnie pod żebrami. Łapki same zacisnęły się w pięści.

Szyszka wyszła z dziupli i skoczyła z buka na sosnę. Za jednym razem.

Nikt nie widział.

Następnego ranka Szyszka wzięła kocyk Ziarnka. Zaniosła go za dziuplę i wepchnęła w dziurę pod korzeniem.

Serce waliło jej szybko. Przez chwilę supeł jakby trochę zelżał.

Ale tylko przez chwilę.

Potem Ziarnko marzł i płakał. Mama szukała kocyka wszędzie. Szyszka siedziała cicho w kącie i patrzyła w mech.

Supeł nie rozwiązał się wcale. Zacisnął się jeszcze mocniej.

Szyszka chciała coś powiedzieć, ale w gardle zrobiło się ciasno. Więc nie powiedziała nic. Wyszła z dziupli i poszła przed siebie, po mokrych liściach.

Trzy buki dalej mieszkała ciotka Mira. Była stara i miała siwy pyszczek. Siedziała akurat na progu i łuskała orzech.

— Siadaj — powiedziała, nie pytając o nic.

Szyszka usiadła. Kora była chłodna. Nad nimi kropił deszcz i stukał o liście: tuk, tuk, tuk.

Długo nic nie mówiły.

— Mam coś w brzuchu — odezwała się w końcu Szyszka. — Taki supeł. I nie wiem, skąd się wziął.

Ciotka Mira odłożyła orzech.

— Widzę — powiedziała. — Widzę, że jest ci ciężko.

Poprawiła ogon i dodała po chwili:

— Ja go miałam, kiedy urodziła się moja siostra. Dokładnie tu, pod żebrami. Myślałam wtedy, że jestem złą wiewiórką.

— A byłaś? — zapytała Szyszka cicho.

— Nie. Byłam wiewiórką, która za czymś tęskniła.

Szyszkę zapiekło pod powiekami.

— Wiesz, co rozwiązuje supły? — zapytała ciotka Mira.

Szyszka pokręciła głową.

— Słowa. Supły rozwiązuje się słowami. Trzeba tylko pociągnąć za właściwy koniec.

— A który jest właściwy?

— Ten najprawdziwszy. Powiedz mamie dokładnie to, co czujesz. Nie to, co wypada.

Szyszka wracała powoli. Powtarzała sobie po drodze: supły rozwiązuje się słowami, supły rozwiązuje się słowami.

Przed wejściem do dziupli zatrzymała się. Supeł ścisnął tak mocno, że aż zabolało.

Weszła.

Mama siedziała przy Ziarnku. Podniosła głowę.

— Mamo — powiedziała Szyszka. I zamilkła.

Pierwsze słowo było najtrudniejsze. Jakby trzeba je było wypchnąć siłą.

— Tęsknię — powiedziała w końcu. — Tęsknię za tym, jak było. Za czesaniem ogona. Za opowiadaniem.

Głos jej się trząsł.

— I schowałam kocyk Ziarnka. Pod korzeniem, za dziuplą.

W dziupli zrobiło się bardzo cicho.

Mama nie powiedziała: „przecież nie masz czego”. Nie powiedziała: „powinnaś się cieszyć”.

Odłożyła Ziarnka na mech. Podeszła do Szyszki i objęła ją.

— Dobrze, że mi powiedziałaś — szepnęła. — Bardzo dobrze.

— Nie gniewasz się?

— Trochę mi smutno przez ten kocyk. Ale najbardziej się cieszę, że wiem.

Siedziały tak chwilę, w cieple.

— Wiesz co? — powiedziała mama. — Chodź. Uczeszę ci ogon.

I uczesała. Powoli, od góry do dołu.

Supeł nie zniknął. Ale zrobił się luźniejszy. Tyle, żeby dało się oddychać.

Od tego dnia nie zrobiło się od razu łatwo.

Ziarnko dalej piszczał w nocy. Mama dalej bywała zmęczona. A supeł czasem wracał — najczęściej wieczorem.

Ale teraz Szyszka wiedziała o nim dwie rzeczy. Że każdy go czasem miewa. I że jest koniec, za który można pociągnąć.

Więc mówiła. Czasem dużo, a czasem tylko jedno zdanie:

— Mamo, mam dzisiaj supeł.

A mama zawsze odpowiadała tak samo:

— To chodź. Opowiadaj.

I tak kończy się opowieść o wiewiórce, która nauczyła się rozwiązywać supły.

Redakcja

Miłośnicy tworzenia bajek dla dzieci w każdym wieku. Tworzymy jedyny w swoim rodzaju zbiór bajek do czytania. Jeśli podoba Ci się to, co robimy, obserwuj nas na Instagramie i daj znać, że z nami jesteś! :)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *